środa, 23 grudnia 2015

Przedświąteczne WDiC

Mało mnie ostatnio było, jakoś ten grudzień minął mi głownie pod znakiem pracy, bardzo intensywnie było, tak, że nawet na przygotowania świąteczne czasu nie miałam- no i dobrze, ominął mnie ten cały stres.
Prezenty bezproblemowo kupiłam dziś po pracy( wyszłam po dyżurze o 9 rano), sprzątanie też dziś ogarnęłam, gotujemy jutro- będzie tradycyjna ryba, ale w ilościach umiarkowanych. Ciasta sobie odpuściłam, dzieci i tak wola kupne słodycze, a ciasteczka już dawno zjedzone...

Jak widać na powyższym zdjęciu czytelniczo działo się u mnie sporo- przeczytałam trzy kolejne części 50 shades of grey- romansidło, czytało się całkiem przyjemnie, ale w dalszym ciągu nie rozumiem ogromnego zachwytu tą pozycją.
Zachwyciła mnie za to Olga Tokarczuk i jej " Prawiek i inne czasy" . Niezwykła, magiczna powieść, przenosząca w inne czasy i wymiary. Na pewno sięgnę po inne tytuły tej autorki.

 Puchaty, moherowy sweterek skończony, czeka na obofcenie i prezentacje. Już go nosze i jestem bardzo zadowolona. Jest mięciutki, ciepły i bardzo lekki.
 Robi się różowe dziwadełko, ściegiem basketweave - bardzo fajny i dość prosty ścieg ,a że włóczka dość gruba, bo podwójna,  to jak na czas , jaki ostatnio poświęcam na dzierganie, całkiem sporo mi przybywa.





I na zakończenie choineczka, ustrojona przez moja trójeczkę- nie poprawiałam, bo uważam, że całkiem fajny kreatywny chaos im wyszedł.


I z okazji tych Świąt chciałam Wam wszystkim życzyć spokoju, wewnętrznego ciepła i czujności, aby to co dzieje się wokół nas, nie zamąciło prawdy i nie przyćmiło tego co najważniejsze- miłości do drugiego człowieka.


środa, 2 grudnia 2015

Moherowe WDiC

Ostatnio dużo więcej czytam niż dziergam.
Teraz na tapecie i czytelniczo i dziewiarsko jest u mnie moherowo.

Sweterkowi brakuje rękawów i zastanawiam się czy wrabiać je od razu czy zrobić osobno i wszyć. No i pierwszy raz udało mi się porządnie zszyć żywe oczka korzystając z filmików z youtube na temat graftingu. Że też do tej pory tego nie znałam.
Prawie skakałam z radości widząc efekt i zdając sobie sprawę jakie to łatwe :)
A literacko sięgnęła po moherowy romansik Doroty Gąsiorowskiej "Obietnica Łucji".

Czemu moherowy? Bo kojarzy mi się z taką  puchatą sztucznością. Postacie są  przerysowane i dość jednostronne. Jak na razie mało co mnie zaskakuje ale mimo to czyta się przyjemnie,puchato i gładko. ..w sam raz na jesienne wieczory pod kocem z gorącym kakao czy jeśli kto woli-grzańcem w ręku.

poniedziałek, 30 listopada 2015

Dzień 30. Mglisty

Dobiega końca listopadowe logowanie. 

Dziękuję Maknecie za to nowe dla mnie doświadczenie. Udało mi się więcej, niż sądziłam. Opuściłam tylko 6 tematów, tylko dwa posty pojawiły się rankiem dnia następnego.
Mam nadzieje, ze nie zanudziłam Was tym prawie codziennym postowaniem i , że trochę lepiej mnie przez nie poznałyście.
Jednocześnie, jak już wcześniej pisałam, codziennie z niecierpliwością czekałam na posty innych dziewczyn biorących udział w zabawie, by przekonać się jak one widza ten temat, z czym dane słowo im się kojarzy i  zazwyczaj było bardzo różnorodnie i ciekawie.


Dzisiaj temat mglisty.
Mgła wzmacnia odczucia, zaostrza zmysły. Nie mogąc polegać na wzroku zaczynami więcej słyszeć, zaostrza nam się węch. Jest jak wzmacniacz naszych uczuć, daje poczucie opatulenia i bezpieczeństwa tym, którzy czują się bezpiecznie, niepokoju tym, którzy nie czują się pewnie, ukrywa tych, którzy mają coś do schowania.

Latem jest całkiem inna niż jesienią, unosząc się zapowiada piękną pogodę. Jesienią leniwie obleka pejzaże, łącząc się z dymem z kominów.



Lubie jak wczesnym rankiem mgłę rozpraszają światła na dworcu, lubię biegać w mgle i czuć jakbym odkrywała nowe drogi.




Lubie mgle ;) To chmura, która zeszła do nas z nieba, przyjrzeć się bliżej ludziom i światu...


piątek, 27 listopada 2015

Dzień 27. Pomarańczowy

Zbliża się pierwsza niedziela adwentu. Ulice rozbłyskują powoli świątecznymi ozdobami, w powietrzu unosi się zapach pieczonych ciasteczek, korzennych przypraw i  cytrusów.

Mój sposób na wprowadzenie się w świąteczną  atmosferę to herbatka misiowa, jaką  podawali w gdańskiej kawiarni Pikawa.

Moja wersja tej pychoty to czarna herbata z cynamonem i goździkami,  z dodatkiem soku  z  pomarańczy i cytryny i oczywiście miodu. Na litowy dzbanek biorę jedną torebkę herbaty-nie przepadam za mocną, dodaję kilka goździków, szczyptę  cynamonu i wyciskam jedną pomarańczę i pół cytryny.  Miodem dosładzam do smaku.
Mam nadzieję, że  Wam też zasmakuje!