poniedziałek, 11 września 2017

Pocztówka z Torunia - Drutozlot 2017

Ostatni weekend minął mi, i nie tylko mi, pod znakiem Drutozlotu- corocznego spotkania dziewiarek w Toruniu. Jeśli kiedyś miałby powstać raj dla dziewiarek, to właśnie tak powinien wyglądać. Organizatorki spotkania- Hania (Hada Knits), Gosia (Mao7) i Magda (Atelier M) znalazły piękne miejsce, zaprosiły ciekawych wystawców, zorganizowały sponsorów nagród i przygotowały ciekawe kursy. Poznałam wiele wspaniałych dziewczyn, z którymi przemiło spędziłyśmy czas- już na "biforku" w browarze Olbracht na starym mieście i oczywiście na samym głównym spotkaniu. Jeszcze nigdy nie byłam tak często pytana " czy mogę cie pomacać?" jak na biforkowej imprezie, na którą ubrałam niedawno skończonego piórkowca z dropsowego kid silka. ;D
Nie mam zbyt dużo zdjęć, bo z nadmiaru wrażeń nie wiedziałam co uwieczniać- ale relacje można obejrzeć np. w Gazecie Toruńskiej, na stronie FB Drutozlotu, Red Button( tu i ja się na fotki załapałam ;) ), Biferno, u Chmurki i wielu, wielu innych, a poniżej możesz zobaczyć to, co udało mi się fotnąć.







Miałam przyjemność uczestniczyć w kursie Małgosi Rak i nauczyłam się robić skrócone rzędy- nie taki diabeł straszny- wcale to nie takie trudne, jak ktoś dobrze wytłumaczy. Uczestniczki kursu dostały miły upominek- komplet markerów i wzór Gosi na piękne ponczo, z dekoltem i ramionami wyrabianymi właśnie rzędami skróconymi.
Zakupowo poczułam się jak ten osiołek, co mu w żłoby dano... chodziłam od stoiska do stoiska, podziwiając przecudnej urody motki, macając co się dało i zastanawiając się tak długo, aż kolory, które mi się spodobały, się rozeszły. Ale mimo to udało mi się wyszukać cudny zestawik singielka soft merino u 7 oczek, oraz Julie Asselin Leizu DK u Chmurki.



Pełna pozytywnej energii po tak miłym weekendzie, nabieram znów sił i motywacji do dziergania i blogowania. Do zobaczenia za rok na następnym Drutozlocie!

środa, 26 lipca 2017

Puchata środa z książką- lipcowe WDiC

Zarówno na drutach jak i książkowo u mnie puchato i miziato.
Dziergam sweterek z kid silk dropsa- cudnie mięciutka i puchata, cieniutka włóczka, a czytać zaczęłam  "Kot Bob i ja" Jamesa Bowena.
Ponoć to jedna z bardziej poruszających powieści ostatnich lat o przyjaźni między kotem i jego właścicielem.  Na podstawie tej książki został nakręcony film, ale jeszcze go nie oglądałam.  Wolę najpierw przeczytać książkę. A do czytania zachęca już sama okładka - kto się oprze takiemu zielonookiemu rudzielcowi w szaliku?

sobota, 22 lipca 2017

Jedwabna tuniczka z ażurem

Włóczka na tą tuniczkę odleżała swoje , czekając na inspirację, do tego stopnia, że zgubiły się metki ze składem. 
Wiem, że to jedwab z merino, chyba 50/50 % , z Zauberwiese, kupiony na Berlin Knits 2015.(klik) Grubość mniej więcej skarpetkowa, czyli jakieś 400m/100g. Dziergało się z tej cudności idealnie i szybko, oczka wychodziły równiutkie, jak na maszynie, choć nitka lekko się rozdzielała. Nosi się super, dzianina jest przyjemnie chłodna, lejąca i wytrzymała, choć po kilku praniach( ręcznych- nie odważyłabym się tego wrzucić do pralki) zauważyłam lekkie mechacenie, ale noszę tą bluzeczkę naprawdę intensywnie.
Inspiracja przyszła z głowy. Chciałam coś lekkiego, na lato, ukrywającego mój brzunio, który jakoś po trzech ciążach do normy wrócić nie  chce, a wręcz przeciwnie....
Zdjęcia na szybko, z Mazurskim tłem, zrobione między zakupami i placem zabaw. :-)



Dane techniczne:
Silk merino Zauberwise  1,5 kłębka( 150 g)
Druty z żyłką 4,0
Bottom-up, A-line, jeden bok z ażurem, dekolt i rękawy wykończone zredukowanym i-cordem, według przepisu mojej mamy- "cofamy" nie trzy, tylko dwa oczka, przez co wykończenie jest delikatniejsze od tradycyjnego i-cordu z trzech oczek i nieco szybciej się robi.
Pozdrawiam z (dziś) słonecznych Mazur!

czwartek, 20 lipca 2017

Różany tort ombre


Rodzinkę mam w 3/5 lipcową, więc mam okazję w tym miesiącu wykazać się kulinarnie.  A raczej dekoracyjnie. Moja mama upiekła biszkopt i zrobiła krem - z przepisu z poprzedniego posta, z tym, że zamiast gorzkiej czekolady dała białą. 
Kremu zrobiliśmy tym razem potrójna porcję,  żeby wystarczyło na różyczki.  Biszkopt był przecięty na cztery części. Między warstwami biszkoptu położyłyśmy owoce- maliny i truskawki,  i pokryłyśmy je kremem.  Wierzch tortu posmarowałam kremem i udekorowałam różyczkami w trzech odcieniach. 
Instukcje wykonania różyczek podejrzałam na kilku filmikach na youtube- wpisałam "tort różany ombre".
Słodki smak białej czekolady był idealnie przełamany kwaskowatymi owocami. Tort bardzo mi smakował,  co nie jest łatwe, bo nie przepadam za kremowym ciastami. Dodatkowo dodatek czekolady w kremie sprawił, że różyczki się nie rozpływały tak szybko jak z tradycyjnego kremu maślanego.

Moja pięciolatka była zadowolona z różnego tortu,  goście też byli zachwyceni. 
Jeszcze 10 dni urlopu i jeszcze jedne urodziny przed nami :) 
Mam nadzieję w następnych postach pochwalić się zaległmi dziergadłami. Tylko szukam kogoś chętnego do obfocenia :)



poniedziałek, 10 lipca 2017

Tort clash royale dla 11to latka

Mój już nastolatek jest fanem gry clash royal . Nawet jeśli tego nie pochwalam to na urodziny przygotowałam mu tort w tematyce gry.
Tort był z musem truskawkowym,  marcepanem i kremem czekoladowym.

Krem czekoladowy :
250 g maskarpone
100 g masła
100g czekolady deserowej roztopionej na łaźni wodnej
3 łyżki kakao gorzkie
Cukier puder do smaku (1-3 łyżek)

Na duży tort zużyłam podwójną porcję kremu.


Masę cukrową w drodze wyjątku zamówiłam w internecie na sweetdecor.pl.

Mój synek był zadowolony,  goście też.

poniedziałek, 3 lipca 2017

Bawełniany szydełkowy dywanik


Plan już dawno miałam ale jakiś dopiero teraz udało mi się go zrealizować.
Bawełna okazyjnie kupiona w jakiejś sieciowe okazała się idealna do tego projektu.  Co prawda nitka strasznie się rozdziela ale przy szydełkowaniu akurat mi to nie przeszkadza.
Wzór z głowy,  prosty jak budowa cepa.
Dane techniczne:
1200g g bawełny- 12 motków po 50g beżowych i tyle samo niebieskich.
Szydełko nr.7
Robiłam trzema nitkami jednocześnie, po wyrobieniu 6 motków beżu zastąpiłam jedną nitkę beżowa nitką niebieską,  po kolejnych 6 motkach kolejną, i zakończyłam trzema niebieskimi, tak żeby uzyskać efekt przechodzenia kolorów - tzn ombre.
Po skończeniu i zablokowaniu dałam na spód latex w płynie- taki jak na skarpetkach z abs - mam nadzieję,  że to się sprawdzi i dywanik nie będzie się ściągał.

Jeszcze 4 do do urlopu,  tym razem jedziemy do Polski.  Włóczki i druty oczywiście też z nami jadą. Udanych wakacji i urlopowych wyjazdów!

niedziela, 18 czerwca 2017

Fontanna w Günthersburgpark

Piękna pogoda zaprowadziła nas do parku, w którym odkryłam tą rzeźbę.  Jest częścią architektonicznie niezbyt ciekawej ale za to idealnej do zabaw dla dzieci fontanny.  Pani sobie siedzi i dzierga patrząc na bawiące się dzieci.  Coś mi to przypomina ...
Ubawiło mnie to znalezisko. Jak wam się podoba?

czwartek, 15 czerwca 2017

lato, słońce, balkon, książki i druty-czerwcowe WDiC


Lato u nas w pełni, balkon w dużej części za sprawa mojej mamy, zazielenił mi się i tylko czekam. aż zakwitnie. Drutowo nieco się ożywiłam, co do reszty aktywności dalej słabo. Od dłuższego czasu czytam "Chatę" W.P Young. 
Nie jest to powieść, którą można czytać miedzy jednym, a drugim "mama", zdecydowanie wymaga koncentracji i prawdę mówiąc nie chciałabym jej tylko "przelecieć", wiec czekam na wolne wieczory i popołudnia, kiedy w spokoju będę mogła ja dokończyć.
Powieść ta opowiada o ojcu tracącym dziecko i odzyskującym Boga. Przewraca do góry nogami tradycyjny, kościelny obraz Stwórcy, stawia wiele pytań, na które samemu sobie trzeba odpowiedzieć.  
Z drutów zeskoczyła chusta według darmowego wzoru Be simple variations - nie jestem fanką tradycyjnych, trójkątnych czy półkolistych chust, nie potrafię ich nosić, wole szaliki i kominy- dlatego ten kształt  mocno wydłużonego trójkąta od razu przypadł mi do gustu. 
Włóczka to Malabrigo mechita indiecita - z której robiłam już moja ukochana mermaid. Jest niezwykle wydajna i miękka. Świetnie się nosi w formie swetra, mam nadzieje, że sprawdzi się także jako chusta.


Na pochowanie nitek i obfocenie czeka puchaty różowy i ostatni mój wytwór- szaro-srebrna tuniczka. No i jeszcze ubiegłoroczny topik z tasiemkowej włóczki. Już go noszę ale jeszcze nie bylo okazji obfocic.
Na szydełko zaś wskoczyła taniuśka, beżowa bawełna i robi się dywanik łazienkowy.


W czytelniczej kolejce czeka książka, którą dostałam w prezencie- któż mogły by się takiej okładce oprzeć? Kot w szaliku- połączenie idealne ;D


Zapraszam do środowego, wspólnego dziergania i czytania u Maknety


sobota, 3 czerwca 2017

Dziewiarsko- piłkarskie majowki

Majowki bardzo się nam udały. Pogoda sprzyjała i rozpuszczała nas - jak to określają Niemcy- cesarskim niebem.
W połowie maja , moja teściowa z okazji urodzin zrobiła spotkanko rodzinne w Hasseröden Ferienpark w górach Harz. 
Jest to wymarzone miejsce na rodzinny wypoczynek. Prosto, ale estetycznie funkcjonalnie urządzone domki wczasowe otoczone lasem. Darmowy wstęp do "kulkolandii" i na basen zapewnia rozrywkę dla dzieci na dni, kiedy pogoda nie dopisuje. 




Piękna okolica pozwala na wielogodzinne wędrówki. Dodatkową atrakcją jest położone niedaleko malownicze miasteczko z bajkowy pałacem Wernigerode. Szkoda, ze spędziliśmy tam tylko dwa dni, na pewno jeszcze wrócimy, bo warto.

Ostatni weekend maja wybraliśmy się z mężem do Berlina- nie mogło być inaczej, nasz Eintracht Frankfurt grał w finale pucharu Niemiec- obecność obowiązkowa. Nie mam fiola na punkcie piłki nożnej, ale mecze oglądam z przyjemnością. Fani Eintrachtu są znani ze swoich nieziemskich choreografii pokazywanych przed meczem, śpiewów i wierności drużynie. W całym mieście już dzień przed meczem można było spotkać wesołe grupki pozdrawiające się okrzykiem " Eintracht".


Mecz niestety przegraliśmy, ale wrażenia pozostaną niezapomniane.





Oczywiście będąc w Berlinie pozwiedzaliśmy odrobinę- tym razem wybraliśmy się na wycieczkę statkiem po rzece Spree.
 Siedząc na pokładzie i wygrzewając się  w słońcu obejrzeliśmy leżące wzdłuż rzeki muzea, budynek parlamentu i Bundesanzleramt, w którym mieści się biuro pani Merkel, a pani przewodnik umilała nam czas opowiadając krótkie anegdotki o obiektach, które widzieliśmy. 


Blondyna siedząca  dwa rzędy przed nami, czy raczej wyginająca się na wszystkie strony ze smartfonem w reku i strzelająca jednego selfisia za drugim, zainspirowała nas do dziubkowego zdjęcia- bawiliśmy się rewelacyjnie ;D.





Wybraliśmy godzinna opcje rejsu, ale dla osób mających więcej czasu są tez wycieczki 2,5 i 3,5 godzinne.

Oczywiście piłka nożna nie przeszkadza dzierganiu, robótki miałam zawsze ze sobą i  tym sposobem wykończyłam różowego puchatego i chustę z malabrigo mechita- o tym w osobnych postach.


Pozdrawiam czerwcowo!