czwartek, 12 listopada 2020

Wieloryby i kaktusy

 

Oj wymęczyłam te bodziaki , albo lepiej mówiąc one mnie wymęczyły. No bo to tak jest jak sobie człowiek coś umyśli i wzoru na to znaleźć nie może.  Więc tak kombinowałam trochę z dropsa, trochę z raverly, trochę z książek i najwięcej z głowy.  Największym problemem był żakardowy karczek z kolorową lamówką. Na bawełnę ogólnie żakardy ciężko ładnie zrobić,  bo brakuje "włoska" który by to spiął w całość... no i modela odpowiedniego nie miałem,  żeby rozmiar sprawdzić... No nic,  mam nadzieję że bodziaczki/rampersiki  spodobają się mamie bliźniaków, i że będzie maluchom w nich wygodnie.  


Włóczka to bawełna drops❤you 5 i 6- trochę sznurkowe, ale mam resztki i muszę wyrobić bo twarda jestem i nie kupuje! , druty chyba 4, zużycie nie mam pojęcia... jakieś 100g  na każdy chyba... 

Schemat wieloryba z raverly, kaktusów z książki "200 bunte Strickmotive"

Prezenty w paczkę spakowane i jutro za wielką wodę ruszają... 

 


wtorek, 4 sierpnia 2020

Pokaż co masz

Ostatnio Basia w krainie robótek pochwaliła się swoimi zapasami włóczkowymi i zaprosiła do zabawy, więc dołączam i chwalę się (choć to nieładnie) moim skromnym "staszem". 

Od jakiegoś czasu staram się więcej włóczek wyrabiać niż kupować i powoli to w moich pudełkach widać. Cieszę się na przyszłoroczny drutozlot, żeby na nowo zapełnić luki...

Całość trzymam w szafie.  
Szafa stała najpierw w sypialni moich dziadków,  a po ich śmierci wylądowała  (o zgrozo) w chlewie. Udało nam się ja stamtąd uratować i po kilkunastoletniej tułaczce i kilku przeprowadzkach znaleźliśmy stolarza,  który delikatnie ją odnowił- zależało nam ma zachowaniu jej charakteru i znalazła miejsce w naszym mieszkaniu.  

W szafie zamontowałam na splecionym sznurku plastikowe pudła i w nich trzymam moje skarby. 

W pierwszym pudle jest bawełna-z niej korzystam ostatnio najwięcej. 

 
Drugie pudło to włóczki typu skarpetkowego- najwiecej flory, norda i fabel. Choć wcale z nich skarpetek nie robię- zazwyczaj kończą jako sweterki. 

W trzecim jest lima- różne kolory na praktyczne,  szybkie i ciepłe udziergi.  

Czwarte pudło  to "my preciousssss"- kid silki, jedwabie, ręcznie farbowane cukiereczki- na ich widok świecą mi się oczy i pocą dłonie- te cudowności czekają na przypływ muzy i idealne dla nich projekty.


Ostatnie pudło to pojedyncze motki, resztki po różnych projektach,  których szkoda wyrzucić bo pewnie kiedyś do czegoś się przydadzą.  
I to by było na tyle... nie jest tego dużo, ale i tak starczy mi na pewnie dwa lata sztrykowania...


No to teraz Ty- pokaż co masz 😁❤

sobota, 11 lipca 2020

Lexa


Nie muszę ukrywać- jestem zdecydowaną fanką Hani Maciejewskiej zarówno jako projektanki jak i osoby- wielki ukłon dla niej za organizację Drutozlotu i za bycie przemiłą normalną, skromną kobietką,  pomimo miedzynarodowego zasięgu jej projektów.

W każdym razie zawsze jak Hania zapowiada nowy test, ostrzę moje druty i sprawdzam czy się zamieszczę w limicie czasowym, bo za każdym razem dzierganie dla niej jest czystą przyjemnością.
Tak było też przy letniej bluzeczce Lexa.

Na ten projekt wybrałam, do tej pory nie znaną mi włóczkę Hjertegarn  Organic Trio- przekonały mnie skład- 25% jedwab, 25% bawełna i 50 % wełna i przystepna cena. Włóczka bardziej odpowiada swojej cenie niż składowi, jest trochę sznurkowata i matowa. Myślałam, że dodatek jedwabiu da jej nieco połysku... no ale nie jest źle, dziergało się całkiem przyjemnie, nie gryzie, nie grzeje zbytnio -wiec nadaje się idealnie na letni udzierg, zobacze jak się sprawdzi  w noszeniu i praniu.

Lexa ma ramiona ukształtowane rzędami skróconymi,  przez co fajnie się  przy dekolcie układa. Detale takie jak ażurowa plisa pod dekoltem, czy nietuzinkowy ściągacz przyciągają oko i dodaja tego "czegoś". Jak wszystkie projekty Hani jest nieprzekombinowana, na 100% "noszalna", a jednocześnie wyjątkowa i niebanalna.









Niestety nie do końca wyrobiłam się w terminie, co mam nadzieje Hania mi wybaczy, przez co zdjecia już z urlopu. A wybralismy sie znów na południe Włoch. W obecnej sytuacji zrezygnowaliśmy z odkrywania nowych rejonów, na korzyść dobrze nam znanego pola namiotowego Campingo Villagio Baia san Nicola w Apulii. W lipcu zazwyczaj nie jest tu zbyt tłocznie, a tym bardziej teraz- gdy sporo turystów z Niemiec, Szwajcarii i Austrii zostaje w swoim kraju. 
Mamy plażę pod nosem, znane nam sklepy i restauracje, słońce i spokój. Niby obowiazuje tu dystans i maseczki, ale chyba jesteśmy jedynymi, którzy się tego trzymają. Mam nadzieję, że nie zaowocuje to nowym wybuchem epidemii po sezonie...


Pozdrawiam słonecznie  i dziękuję że do mnie zajrzeliście! Zawsze cieszę się z Waszych komentarzy i reakcji ;D


poniedziałek, 8 czerwca 2020

Tradycyjnie


Chyba obecna pogoda kieruje moje myśli w kierunku jesieni.  A  co roku jesienią  Niemcy ogarnia szaleństwo  Oktoberfest. Ciężko  mu nie ulec, tym wszyskim przebierańcom  w mniej lub bardziej tradycyjnych strojach bawarskich i dożynkowej atmosferze suto polewanej piwem.. 
Muszę  przyznać  że  też  mu uległam przynajmniej jeśli chodzi o udziergi. Strasznie zachciało  mi się takiego tradycyjnego kubraczka, koniecznie z metalowymi guzikami.
 Poszukujac wzoru natknęłam  się  na magazyn Filati wydanie specjane " Best of Trachten No.6", zauroczył mnie model z bordurą z listkow.(link prowadzi do wzoru na raverly)
Nie spodziewałam  się,  że żakard robiony francuzem jest tak skomplikowany. Żadna brioszka, ażur czy warkocz nie kosztował  mnie tyle nerwów i koncentracji, ale efekt był chyba tego warty.
Wzór  oczywiście  przerobiłam po swojemu- pozbyłam się  większości  szwów, dopasowałam bardziej do figury. Zostałam  jednak przy wszywanych rękawach  i muszę przyznać, że nie żałuje- chyba nie dało by się tej formy inaczej uzyskać.
Robiąc  zapomniałam niestety o części dziurek na guziki, dlatego wyszło, że tak powiem,  artystycznie- nieco asymetrycznie, ale w noszeniu mi to nie przeszkadza.
Część z Was mogła  już ten sweterek zobaczyć na ubiegłorocznym Drutozlocie w Toruniu.
Zrobiłam go z Limy dropsa- mojej ulubionej włóczki  w kategorii "grubasów".  Dzierga się bardzo przyjemnie i tak samo przyjemnie nosi, no i jest superwash- wrzucam do pralki (program welna) i po sprawie. Kurteczka jest bardzo ciepła i ostatnio towarzyszy mi na większości  wycieczek- koniec wiosny nie grzeszy u nas wysokimi temperaturami.
Sweterek skończyłam  już półtora  roku temu, jakoś  nie miałam  do tej pory okazji go pokazać, no i w związku z tym niestety nie pamiętam  ile zużyłam włóczki  i na jakich drutach dziergałam. 

Dirndl - tradycyjną  sukienkę  bawarską z gorsetem, nawet pasującą kolorystycznie, też już mam i teraz tylko trzeba znaleźć (czy też  odczekać, aż bedzie znów  można) okazje, żeby  to razem założyć.

Chyba nadrobiłam już starsze zaległości i powoli czas pokazać ostatnie projekty- mam na zapleczu puchaty sweter i dwie letnie bluzeczki. A na drutach testowa bluzeczka z wyjątkowego sznurka... Pogoda ma się poprawić, więc może łatwiej o zdjęcia będzie... no i za 4 tygodnie urlop... mam nadzieję,  że nie cofną otwarcia granic.....

 Należy mam się wszystkim porządna laba, chciało by się napisać "po" tym szaleństwie... ale niestety jeszcze  wciąż w trakcie.. 
Trzymajcie się zdrowo!