sobota, 7 listopada 2015

Dzień 7. Nogi

O nogach mogłabym dużo pisać. To w końcu spora część mojej pracy-ratowanie nóg lub poświęcanie ich by ratować życie. Ale nie chcę Was moją pracą zanudzać.
Mogłabym też  napisać o moim bziku-butach.  Chyba nigdy nie będę miała ich dość.  Jak  dorosnę i będę bogata to zapewne będę miała specjalny pokój tylko na buty :) 
http://www.makneta.com/

Napiszę, a raczej pokażę  nogi które właśnie powstały.
Do nich gotowa już  jest głowa  i uszy.  Jeszcze  brakuje tylko rąk i ogona-może jutro uda  mi się skończyć :)
I  kto zgadnie co to będzie? 
Pozdrawiam z dyżuru . Do jutra! 


piątek, 6 listopada 2015

Dzień 6. Niebieski

Dream in Color Calm kolor Surf.
Cudne odcienie turkusowego oceanu i odbijających się w nim chmur, miękkie tak, że tylko by się tulić chciało. Dzierganie z tej włóczki to czysta przyjemność. Oczka powstają równiutkie, dzianiny przybywa ekspresowo.



Zużycie coś kolo 3 motków, druty chyba 4- nie pamiętam, bo sweter przeleżał 5 miesięcy, czekając na zamek.
Trochę się złościłam, bo trzeba było z guzikami zrobić- szybciej byłby gotowy i chyba by mi się bardziej podobał, bo po prostu nie umiem zamków wszywać.
Ale jestem i tak bardzo zadowolona z tej niebieskiej chmurki, w którą mogę się z przyjemnością opatulić
Wzór powstawał w trakcie robienia.
Chyba jest wystarczajaco niebieski na szosty wpis z Maknetowego cyklu 30 dni listopadowego blogowania
http://www.makneta.com/2015/11/niebieski-listopadowego-blogowanie_6.html

czwartek, 5 listopada 2015

Dzień 5. Prosty

Proste życie. .. nie łatwe, bynajmniej nie prostackie,chamskie ale właśnie proste. .. bez zgiełku miejskiego, z pobudkami o poranku,w kontakcie z naturą.  Z prostym zdrowym jedzeniem. Bez materialnego przepychu.  Marzy mi się właśnie takie... Takie jak pamiętam z wakacji na wsi u babci.  Chleb właśnie upieczony, do tego świeże masło, szklanka jeszcze ciepłego mleka.  I plaster miodu lepszy od wszelkich słodyczy. ..
Czy to w naszych czasach już nieosiągalna utopia?

środa, 4 listopada 2015

Dzien 4. list i WDIC

Jak miałam 13 lat napisałam list- sama do siebie za lat 10. Pewnie natchnęłam mnie do tego jakaś lektura. Pamiętam jak z wypiekami na twarzy spisywałam moje wyobrażenia o sobie samej za lat 10. Czy się spełniły? Prawdę mówiąc nie wiem, list oczywiście kiedyś po drodze się zgubił. A jedyne co z niego zapamiętałam to, że chciałam koniecznie mieć fryzurę na tzw. " mokrą włoszkę" i to akurat marzenie na szczęście się nie spełniło ;D

Czy byłabym zadowolona, teraz po 25 latach, spoglądając na siebie oczyma 13 latki ? Nie wiem...Przez ten czas zmieniają się priorytety, mniej ważny jest wygląd, sprawy doczesne. Już nie marze o stajni pełnej koni czystej krwi angielskiej i domu pełnym psów i kotów. Pragmatyzm+ alergie rodzinki wybiły mi zwierzaki z głowy. Ale myślę, ze rozczarowana bym nie była, bo czuje się spełniona w tym co robię, mam szczęśliwą, zdrowa rodzinkę i jestem doceniana w pracy...


Dziś środa- akurat skończyłam książkę z poprzedniego środowego postu i po początkowym zachwycie mam do niej teraz ambiwalentne odczucia. Momentami nudna i ciągnąca się jak flaki z olejem, a momentami porywająca i wzruszająca, jedyna stała w tej pozycji to nieustający czarny humor. Teraz zacznę Krystka Szarego część druga ;) Po pierwszej części nie spodziewam się fajerwerków, pewnie momentami będzie mnie ta książka drażnić, ale i tak chce wiedzieć jak i co ;)

Na szydełku brązowa lima dropsa- zwierzak będzie- kto zgadnie jaki?