Dzięki technologii mogę podzielić się z Wami dzisiejszym postem. Siedzę zc komórką przeglądam internet, robię i obrabiam zdjęcia i umieszczam je na blogu.
Jedyne zażalenie w kierunku mądrych głów wymyślających nowe, ułatwiające nam życie gadżety : ja chcę maszynkę do rozciągania czasu!
P.S. i urządzenie skladające pranie i układające je na półkach oraz wkładające i wyjmujące naczynia ze zmywarki. ...
A czas wolny uzyskany dzięki różnym,przydatnym technologiom poświęciłabym czytaniu i dzierganiu.

Dwie książki. Dwie robótki.
Josh Bazell "Dzika bestia". I znowu mam wrażenie, że książka ta została napisana na siłę. Na odwrocie czytam, że to kontynuacja bestsellerowej poprzedniczki-i wszystko jasne. Widać, że autor sili się na dorównanie poprzedniczce. Jezyk jest najeżony wulgaryzmami,o których pisarz zapomina, gdy fabuła gładziej się toczy. Tu i ówdzie dorzucone nieco erekcji i sterczacych cycków bez zagłębiania się w sferę uczuć. Akcja ogólnie dość ciekawa i sporym plusem jest zaskakujące zakończenie. Podsumowując-można przeczytać, ale nikogo nie zmuszam.

Inna sprawa jest z powieścią "Wilk" Marka Hłaski. Już sama jej geneza jest ciekawa. Napisana przez 19to letniego pisarza, przeleżała 60 lat w szufladzie pośród innych manuskryptów. Przenosi jak za pomocą różdżki w świat biedy warszawskich przedwojennych dzielnic robotniczych. Opisy miejsc,postaci i język bohaterów są niesamowicie plastyczne. Ideologia przebijająca się przez to dzieło,umieszczona w nim ponoć by w ogóle w tamtych czasach móc wydać książkę, jest zręcznie podważana i relatywowana. Według mnie jest to lektura obowiązkowa.