Etykiety

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą regionalnie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą regionalnie. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 8 stycznia 2018

Góry- ciąg dalszy.

Ostatnie dwa lata narzekałam na brak zimy,  to teraz nadrabiam i cieszę się nią na zapas.
Najpierw, jak już Wam wspomniałam ostatnio,  byłam 3 tygodnie w sanatorium w Wertach- małej, górskiej miejscowości w Algäu.




Niemiecki system zdrowia  wymyślił coś tak genialnego jak sanatorium dla mam,  doceniając "kurzodomostwo" jako zawód szczególnie obciążający psychicznie i fizycznie, jak i również podwójne obciążenie mam pracujących zawodowo.  Podobnie doceniane są kobiety opiekujące się chorymi i starszymi krewnymi. O ojcach w ramach równouprawnienia też nie zapomniano.
W każdym razie w miłym towarzystwie i pięknym otoczeniu nabrałam sił i motywacji na następne dwa lata- najwcześniej wtedy będę mogła powtórzyć tą przyjemność.
Po dwóch dniach powrotu  do rzeczywistości(czyt. pracy) zaczął się okres świąteczny i nasz rodzinny,  wyjątkowo długi urlop.
Do dnia wyjazdu nie było pewne czy wszystko się uda - mój ślubny był zawalony pracą,  ja miałam tylko dwa wieczory na porządki w domu i pakowanie, no i największa  przeszkoda - nie mieliśmy sprawnego samochodu. Ale chyba urodziliśmy się pod szczęśliwą gwiazdą, bo udało się wszystko - łącznie z wymeldowaniem staruszka i znalezieniem, kupnem oraz wszelkimi formalnościami związanymi z zakupem naszej nowej torpedy (autko kilkuletnie, typowo rodzinne) i to wszystko w trzy dni!
Dodam tylko, że wyjechaliśmy 23- ego,  więc przygotowania choinkowo-wigilijno- prezentowe też były zawarte w naszym szalonym pakiecie przedwyjazdowym.
Ale cel podróży uświęcił  środki.  Dolomity przywitały nas śniegiem, śniegiem i jeszcze więcej śniegu.   Na miejscu udało nam się znaleźć choinkę,  którą rodzinie ustroiliśmy, wigilia była tradycyjnie z rybą i talerzem dla zabłąkanego, były kolędy w trzech językach no i nawet Mikołaja nie zabrakło.

Chyba zrozumiecie,  że w takich okolicznościach ani dużo nie dziergalam, ani czasu na focie gotowych udziergów nie było. Robi się dwukolorowy, brioszkowy szyjogrzej, a na sesyjki czekają moje swonczo i żakardowy, wigilijno-prezentowy sweter męża. Jak tylko rodzinka wykaraska się z urlopowej grypy to obiecuje się nimi pochwalić.

Mam nadzieję, że was moimi wynurzeniami nie zanudziłam.
Dla wytrwałych trochę cudnych widoków z okolicy i życzenia noworoczne - nawet jeśli coś wydaje się niemożliwe i wszystko zdaje się być przeciwne , z odrobiną silnej woli i determinacji oraz kroplą szczęścia wszystko się może udać- i tego szczęścia, determinacji i wiary w siebie Wam życzę!
Serrai di Sottoguda

Serrai di Sottoguda

Śniegowe róże w
Serrai di Sottoguda

Serrai di Sottoguda

Zachód słońca nad Agordo

Zachód słońca w Cencenighe 

Agordo

Agordo

Sachet

Sachet

Panorama - Falcade Le Buso

Sylwester w Falcade

czwartek, 7 grudnia 2017

Czapka kuracjuszka

Prawie przed rokiem za namową przyjaciółki, złożyłam podanie o sanatorium.  Trochę trwało zanim dostałam zgodę kasy chorych i tak od marca z niecierpliwością oczekiwałam na ten wyjazd.

Kasa chorych wybrała dla mnie wyjazd w góry - trochę bałam się pogody na początku grudnia ale moje obawy były bezzasadne- jest tak jak tylko można sobie wymarzyć- słonecznie i mroźnie i przede wszystkim biało. Za śniegiem tęskniłam już pod dawna - ostatnie dwa lata we Frankfurcie w ogóle go nie było.  
Pakując się oczywiście nie zapomniałam o włóczkach- wzięłam na  co najmniej trzy projekty i korzystam z każdej wolnej chwili, żeby chwycić za druty.  Dzierganie okazało się bardzo zaraźliwym wirusem i co wieczór rośnie krąg pań machających drutami. Niektóre dziergają od lat,  dla innych to pierwszy kontakt z rękodziełem.

W miasteczku jest na szczęście dość dobrze zapatrzony sklepik, którego wejście zdobi ślicznie ubrana kolumienka, a druty nawet można w ośrodku wypożyczyć.

Udało mi się skończyć swetro-ponczo, zaczęłam sweter dla męża,  a z potrzeby chwili powstała dwuwarstwowa czapka- w mojej uszy mi marzły.
Zostawiam Was z pięknymi widokami i moją nową doubleface- czapką. Ponczo poczeka trochę na zdjęcia na ludziu.


Dane techniczne:  
Włóczka: Julie Asselin leizu DK amaranthe i szara drops lima po trochę każdej 
Druty: 4.0
Wzór "z niczego " czyli z głowy 😁
A tu mój widok z okna i impresje z Wertach w Algäu

Wrażenia z wycieczki do Lindau nad Bodensee





I z wypadu na Weihnachtsmarkt (targ świąteczny) do Bad Hindelang








poniedziałek, 16 października 2017

granatowa z ażurem na wyprawie po jabłka

Październik rozpieszcza nas piękną, słoneczną pogoda, idealną na spacery po otaczających nas starych sadach jabłkowych.
Frankfurt otoczony jest tzw " Grüngürtel" czyli zielonym pasem i właśnie cześć tego pasa jest kilka kroków  od nas. Dzięki temu, mimo tego, ze mieszkamy w wielkim mieście, czujemy się prawie jak na wsi. Stojąc plecami do wieżowców patrzymy na łaki, pola i las.

A na polach poplon- z niezbyt jesiennymi, ale niezmiennie pięknymi chabrami i makami. moje dziewczynki miały radochę plotąc jesienią wianki z letnich kwiatów. Do robienia zdjęć musiałam je dłużej namawiać, bo znów moje dzieciaczki za fotografów robiły.
A wracając do bluzeczki-te moteczki ( Lana grossa Elastico) kupiłam już jakiś czas temu, specjalnie do testu  bluzki z ażurem, który jednak się nie skończył, i tak leżała sobie i czekała na pasujący projekt. Aż zobaczyłam na raverly Breanah od Novel Reed. Nie dość, że piękny, kobiecy to jeszcze darmowy i niezbyt trudny.
Zużyłam coś kolo 200 gram włóczki na drutach 3,5.
Elastiko jest przyjemna w przerabianiu, a dzięki niewielkiej domieszki nylonu, rozciąga się   i idealnie leży. Prałam bluzeczkę już wielokrotnie w pralce i nic jej to nie szkodzi.
 




Mam nadzieje, ze widać cokolwiek na zdjęciach. Powoli nadrabiam zaległości fotkowe i w następnych postach pewnie już zaprezentuje aktualne dzierganki. 
 A na koniec bukiecik od mojej najmłodszej. Oby ta złota jesień jak najdłużej trwała!

niedziela, 18 czerwca 2017

Fontanna w Günthersburgpark

Piękna pogoda zaprowadziła nas do parku, w którym odkryłam tą rzeźbę.  Jest częścią architektonicznie niezbyt ciekawej ale za to idealnej do zabaw dla dzieci fontanny.  Pani sobie siedzi i dzierga patrząc na bawiące się dzieci.  Coś mi to przypomina ...
Ubawiło mnie to znalezisko. Jak wam się podoba?

sobota, 3 czerwca 2017

Dziewiarsko- piłkarskie majowki

Majowki bardzo się nam udały. Pogoda sprzyjała i rozpuszczała nas - jak to określają Niemcy- cesarskim niebem.
W połowie maja , moja teściowa z okazji urodzin zrobiła spotkanko rodzinne w Hasseröden Ferienpark w górach Harz. 
Jest to wymarzone miejsce na rodzinny wypoczynek. Prosto, ale estetycznie funkcjonalnie urządzone domki wczasowe otoczone lasem. Darmowy wstęp do "kulkolandii" i na basen zapewnia rozrywkę dla dzieci na dni, kiedy pogoda nie dopisuje. 




Piękna okolica pozwala na wielogodzinne wędrówki. Dodatkową atrakcją jest położone niedaleko malownicze miasteczko z bajkowy pałacem Wernigerode. Szkoda, ze spędziliśmy tam tylko dwa dni, na pewno jeszcze wrócimy, bo warto.

Ostatni weekend maja wybraliśmy się z mężem do Berlina- nie mogło być inaczej, nasz Eintracht Frankfurt grał w finale pucharu Niemiec- obecność obowiązkowa. Nie mam fiola na punkcie piłki nożnej, ale mecze oglądam z przyjemnością. Fani Eintrachtu są znani ze swoich nieziemskich choreografii pokazywanych przed meczem, śpiewów i wierności drużynie. W całym mieście już dzień przed meczem można było spotkać wesołe grupki pozdrawiające się okrzykiem " Eintracht".


Mecz niestety przegraliśmy, ale wrażenia pozostaną niezapomniane.





Oczywiście będąc w Berlinie pozwiedzaliśmy odrobinę- tym razem wybraliśmy się na wycieczkę statkiem po rzece Spree.
 Siedząc na pokładzie i wygrzewając się  w słońcu obejrzeliśmy leżące wzdłuż rzeki muzea, budynek parlamentu i Bundesanzleramt, w którym mieści się biuro pani Merkel, a pani przewodnik umilała nam czas opowiadając krótkie anegdotki o obiektach, które widzieliśmy. 


Blondyna siedząca  dwa rzędy przed nami, czy raczej wyginająca się na wszystkie strony ze smartfonem w reku i strzelająca jednego selfisia za drugim, zainspirowała nas do dziubkowego zdjęcia- bawiliśmy się rewelacyjnie ;D.





Wybraliśmy godzinna opcje rejsu, ale dla osób mających więcej czasu są tez wycieczki 2,5 i 3,5 godzinne.

Oczywiście piłka nożna nie przeszkadza dzierganiu, robótki miałam zawsze ze sobą i  tym sposobem wykończyłam różowego puchatego i chustę z malabrigo mechita- o tym w osobnych postach.


Pozdrawiam czerwcowo!